środa, 21 września 2011

Warsztaty plastyczne w Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie

Czasami gdy ktoś pyta czym jest Casa del Sol, nie wiem co odpowiedzieć....Nazwa wskazuje na Dom Słońca....bo Casa del Sol to miejsce fizyczne, znaleźć je można na mapie, a ci którzy używają google earth,  mogą  pewnie zauważyć nawet jakiś ruch na podwórku; Casa del Sol, to z całą pewnością moje obecne miejsce na Ziemi, ale Casa del Sol to również idea/pomysł/wizja sposobu życia, dzielenia się umiejętnościami i wiadomościami. Czasami Casa del Sol, to tylko ja, tj autorka tego bloga, Justyna Budzyn, czasami jednak to więcej osób-ludzi którzy współpracują ze sobą dzieląc podobne idee. Tak było w przypadku   jazdy coolturalnej w 2011, tak jest w przypadku Teatrzyku BONBON oraz innych akcji.
Tak było i teraz. Z  Edytą Wakulicz-Duszczak, dyrektor Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie w Gorzowie Wielkopolskim, od jakiegoś czasu rozmawiałyśmy o warsztatach dla dzieci...bo w Ośrodku mieszkają nie tylko dorośli, ale także dzieci, a te jak wiadomo potrzebują zajęcia. Na zajęcia z reguły nie ma funduszy, bo wiadomo, mamy dziurę budżetową, na fanaberie typu plastyka czy technika w szkołach publicznych brak jest środków, o  ośrodkach interwencyjnych nie wspominając.
-tak na marginesie często zastanawiam się po co cała ta hipokryzja mówienia o tym "że mamy plastykę i technikę w szkołach"-czego można nauczyć w 30 min w tygodniu?!
...takie małe wyrzucenie z siebie żółci, wróćmy do tematu....
Razem z Edytą zadecydowałyśmy że zajęcia po prostu przeprowadzimy...nic wielkiego, po prostu zagospodarujemy dzieciakom czas, przy okazji przekazując konkretne informacje. Tematem miał być plakat na konkurs organizowany przez Towarzystwo Przyjaciół Słońska REMIZ-nadwodny budowniczy ale w ostatnim momencie okazało się, że uczestnicy warsztatów będą po prostu za mali by wyplatać mini koszyczki i tworzyć plakat, zmieniłyśmy więc temat na bardziej ogólny-PTAKI.



Dzieciaki w wieku 3-8 lat odrysowywały ptaki od szablonów po czym dekorowały je farbami i wycinkami z gazet. Przy okazji dowiadywały się co to jest ptak migrujący, dlaczego migruje, gdzie mieszka, co je etc. Odkryliśmy nowy gatunek ptaka-KRUK TĘCZOWY, wygląda na to że jest absolutnym unikatem w skali naszej Planety, obecnie zamieszkuje sypialnię rodziców 4-letniej Misi w Santoku,jedynej uczestniczki z poza Ośrodka.

"jak jest parcie to się rodzi" CZYLI RZECZ O PIECU POLOWYM


....psy ujadają
"Cholera-myślę-w każdym innym momencie ale nie teraz!!!!Dlaczego ktoś właśnie teraz wybrał moment na odwiedziny?!!!"
Przypominam monument z błota, moje robocze ogrodniczki i buty pokryte są brązowo-czekoladową płynną gliną, ręce lepkie i w tym samym kolorze, od paru godzin biegam dookoła stożka o wymiarach 80x80x150 cm i okrywam go gazetami namoczonymi w płynnej glinie.
Z daleka widzę sąsiadkę Beatę. "Tutaj jestem!!!" krzyczę zza 2,5 m topinamburów którymi zasłonięte jest miejsce gdzie buduję piec z papieru.
Beata podchodzi, patrzy to na piec, to na mnie, po chwili pyta
-Co to właściwie jest?
-Piec-odpowiadam
- mmm, no tak, jak jest parcie to się rodzi-kwituje matka dwójki dzieci, po czym dodaje coś jeszcze i znika bo widzi, że dziś nie porozmawiamy....
Parcie było i to duże. Rzeźby do pieca powstały w połowie czerwca i mniej lub bardziej cierpliwie, przykryte czarnym plastikiem,  znosiły burze i wichury których natura w tym roku nie szczędziła. Kończyło się lato, a wizja pieca, który miał powstać w lipcu stawała się nierealna. Lipiec był najbardziej mokrym miesiącem 2011 roku, w sierpniu trzeba było przygotować produkty na Święto Ceramiki w Bolesławcu i tak nastał wrzesień....a po wrześniu...wiadomo do zimy co raz bliżej....
Wiedziałam, że pieca jaki chciałam zbudować, tj opartego na  strukturze z wikliny, a oblepionego 10 cm gliny ogrodowej, dającej dość dobrą izolację i wytrzymującej 1150C, nie postawię w tym roku...Jednocześnie czułam, że MUSZĘ spróbować wypalić prace w ogniu, MUSZĘ i JUŻ!!!
Dlaczego tak? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie...Uczestniczyłam w wypałach pieców typu anagama, pomagałam Walliemu Hayes w jego papierowo-samochodowym piecu postawionym w Aberystwyth Art Center, było i raku i soda-firing etc....ale to było kiedyś...zanim zamieszkałam na stałe w Casa del Sol...kiedyś jest przeszłością, a "teraz" jest TERAZ
Jak było?
Wypał zaczęłam ok 11.30, do ok 17-ej płomień był mały, dając tym samym możliwość doschnięcia prac i powolnego ogrzania się, po 17-ej zaczęłam napełniać mój fire-box do połowy i tego się trzymałam twardo do ok 20. O 19 nastał moment krytyczny, ogień wymagał w miarę stałej opieki i piec także-pokrywa papierowa zaczęła się przepalać i trzeba ją było od nowa uzupełniać. Wtedy pojawiła się Justyna, moja bratnia dusza, wraz z 5-cioma prześcieradłami. Zamiast papieru zaczęłam okładać piec namoczonym w glinie materiałem i to okazało się odkrywcze. Materiał dużo wolniej się przepalał, a glina narzucona na niego tworzyła mocniejszą strukturę. O 20-ej przybyła Agnieszka wraz ze swoim 12 letnim synem Michałem. Ona w mini-spódniczce, on spragniony kiełbasek na ognisku. Oboje od bramy krzyczeli-GDZIE TEN WYPAŁ, TU NIC NIE WIDAĆ!!!! Gdy się zbliżyli do pieca, zmierzyłam Agę krótkim spojżeniem i rzeczowo zapytałam
-A Ty co? Na plażę? Chcesz robocze ciuchy?
-Nie, odparła, jakoś sobie dam radę.....i dała. Agnieszka w klapkch i mini którą do końca życia będę pamiętać stanęła wyżej niż na wysokości zadania!!! Zaczęła dokładać do ognia, łamać gałęzie na krótsze odcinki i pilnować by fire-box był całkiem pełny w każdym momencie.Jej pomoc pozwoliła mi pilnować samej struktury pieca i poświęcenia mu całkowitej mojej uwagi. Gazety nie bardzo dawały rady przy ogniu jaki buchał, prześcieradła od Justyny się skończyły.....
"Psie wyrka!"-pomyślałam i pobiegłam na strych pozbawiając moich podopiecznych posłań ze starych szmat, kocy etc." Nie martwcie się Funfle, obiecuję że przed zimą załatwię Wam nowe, powiedziałam"  i wróciłam do pieca.....Tym razem kończyła się glina garncarska.....
"Odkrywka!!!"-Odkrywka to dół w ogrodzie z którego w ciągu lata pozyskiwałam glinę do tynkowania i wypełniania ścian domu. Glina z odkrywki jest oczywiście pełna piasku, jednakże rozrobiona do odpowiedniej konsystencji nadaje się do obłożenia pieca.
To było "tynkowanie na gorąco":) i o dziwo to właśnie tynkowanie stworzyło skorupę ogniotrwałą...tak trwałą, że pod koniec wypału, gdy piec miał się rozpaść i umożliwić tym samym zasypanie prac mokrą trawą i trocinami w celu zredukowania tlenków, piec stał nie wzruszony jak skała.
Aga i Krzysiek o którym nie wspomniałam, a który, wcale nie chcący również się zaangażował, mieli już trochę dość. Była 2 nad ranem, a piec ani myślał się rozpadać. Czułam, że temperatura w środku opada i jeszcze chwila a z redukcji będą nici....Decyzja była szybka-odcinamy dopływ tlenu od strony fire-box'a zamiast od góry...ale jak? Właz miał średnicę 90 x 70 cm, skąd znaleźć coś co zakryje taką powierzchnię.....Wtedy nadeszło kolejne olśnienie: Beczka po 100 l oleju Castrol leżąca w stodole.....
Gdy zamknęliśmy właz beczką, nagle wszystko wokół się zmieniło. Ogień zamiast buchać i dawać światło, ucichł, a my bez słowa pieczołowicie zaklejaliśmy wszystkie pozostałe możliwe dojścia tlenu do pieca....Tam w środku był już kompletnie inny Świat-Magiczny Świat Ognia i Temperatury.....
Resztę nocy spędziłam przy piecu, tak na wszelki wypadek. Obudził mnie chłód poranka, Słońce i siedząca o 20 cm ode mnie sikorka uboga, nadająca swoją poranną audycję...Pierwsza myśl tego dnia to zdumiewające stwierdzenie-Świat jest taki jak był, druga-Świat już nie jest taki jaki był...:):):)
prace gotowe do wypału

docinanie rur stalowych

struktura z prętów stalowych


stryktura z prętów stalowych i siatki

prawie już zamknięte prace

początek wypału

piec zza topinamburów

zaawansowane początki

zaawansowane początki

siesta przed prawdziwym hajcowaniem

padalec spotkany pod gałęziami:)

Agnieszka i Jej mini

wielkie hajcowanie:)

wielkie hajcowanie cd
o poranku.....
ceramik po porodzie:)
Justyna, Aga, Krzysiek, jeszcze raz wielkie dzięki za Wasze uczestnictwo i pomoc.
Wszystkich zainteresowanych aspektem technicznym  tego wypału zapraszam do przeczytania następnego artykułu, w którym będzie o ilości wiader gliny potrzebnej do oblepienia tego typu pieca, ilości gazet i innych obserwacjach:):):)

niedziela, 11 września 2011

Dublin Contemporary 2011

Recently thanks to Gordon Ryan, architectural designer I had a chance to visit "back stage" Dublin Contemporary
probably one of the biggest art events in Europe this year.

Clearly I was delighted to see all the setting up of this exhibition, just one week before it started. It s simply fabulous to watch people discussing things, listen to engeneers talks about division walls, electrics being placed in such or such way and making sure everything will work out well.

Obeviousely  the visit was also an opportunity to meet artists from around the world, see their art work and carefully watch their peculiar observations ....

Somoene who stroked me with the simplicyty and clearness of his message was Dan Perjovschi.
Dan was quietly working his way through the walls of the room/hall while everyone around was running, carying boxes, metal frames and all sorts of equiplemt. He was there in silence, holding a black pen in his hend, watching the wall space around the room, than aproaching it and making few, clear lines-----nothing more and nothing less------clear and  ironicly witty statement.


Dan Perjovschi


Dan Perjovschi


Dan Perjovschi


Dan Perjovschi


Dan Perjovschi


Dan Perjovschi


Dan Perjovschi at work


Dan Perjovschi at work


The exhibition will run  until October 31st, Dublin Contemporary 2011. Visitors of every age, from the novice to the expert, can expect a truly memorable experience where they can be introduced to visual art, innovation, creativity and imagination.
Gordon, thanks for inviting me to come over, I really enjoyed it.

czwartek, 8 września 2011

"Statki z..."/ " a Ship from...."

Tak już się jakoś poskładało, że ten rok stał się rokiem mieszania gliny z papierem i tworzenia form ceramicznych na kształt form orgiami. Powstały ceramiczne żurawie origami, będące częścią instalacji BIRD OF HOPE, o której pisałam we wcześniejszych postach; powstały łabędzie ceramiczne origami-gadżet z okazji X ZLOTU OBYWATELI RZECZPOSPOLITEJ PTASIEJ w Słońsku. Przyszedł i czas na statki....
Statki to połączenie formy rzeźbiarskiej z formą użytkową----- mały manifest przekory....bo ileż można patrzeć na oliwki, orzeszki i inne zakąski poukładane równiutko na talerzykach, półmiskach i miseczkach?!





środa, 7 września 2011

Święto Ceramiki w Bolesławcu 2011

Trzeci tydzień sierpnia od paru już lat rezerwuję na Święto Ceramiki w Bolesławcu.Powodów jest kilka- spotkania z ceramikami, pogaduchy -  wspólne omawianie naszych ceramicznych historyjek, których niejednokrotnie inni niż ceramicy ludzie po prostu nie rozumieją, bo są im totalnie obce; niepowtarzalna atmosfera tej imprezy no i oczywiście GLINADA-parada GLINOLUDÓW.
"statki z..."

pracownia Casa del Sol"

pracownia Casa del Sol"

ceramika K i M BOKSA

ceramika K i M BOKSA

ceramika Hieronima:):):)


GLINOLUDY

GLINOLUDY

GLINOLUDY

ku uciesze maluchów od 2'óch lat na bolesławieckim rynku jest fontanna:)

autorka

po iście spektakularnej burzy, przepiękna tęcza:)
W Bolesławcu ceramiki jest w bród, a jednak Bolesławianie i przyjezdni wciąż kupują ceramikę, wciąż się nad nią pochylają, dotykają, komentują. Jest to naprawdę niezmiernie miłe. Jeszcze milsze jest gdy ci sami klienci powracają któryś rok z rzędu, mówiąc-"Och jak się cieszę że panią widzę, w ubiegłym roku kupilem/am u pani ptaszki ceramiczne i chciałbym/łabym jeszcze dokupić, bo bardzo ładnie wyglądają w moim ogrodzie", albo "Uff, ależ dobrze że pani jest, przyjechałam z X , specjalnie by panią spotkać i dokupić ....." NIESAMOWITE:):):)
W tym roku Święto Ceramiki było z przygodami i trochę w rytmie techno...w drodze do Bolesławca zaczęła mi nawalać skrzynia biegów w aucie kupionym na tydzień przed wyjazdem...Anioł Stróż jednak nade mną czuwał i dojechałam:) Sąsiedzi Ceramicy ze stoisk obok również czuwali, bo po tym jak rozpakowałam i urządziłam moje stoisko, pozostawiłam im je i zaczęłam szukać warsztatu samochodowego który  szybko zdiagnozowałby problem i go zniwelował....Tak minęła środa i czwartek, w biegu między rynkiem bolesławieckim, warsztatem samochodowym i myjnią, gdzie czyszczono skrzynię:):):)Udało się, mechanik wymienił uszczelki, uzupełnił olej, a w między czasie, na rynku pojawiła się bardzo miła pani klientka i bez większego zastanawiania się kupiła pracę która zapłaciła rachunek z warsztatu samochodowego:):):)MIÓD-MATERIA:):):)
Był deszcz, była burza i  tęcza, a najnowsze prace z pracowni CASA DEL SOL,czyli  "statki z (....)", miały nawet okazję oblać się wodą.....
Cudownych parę dni:):):) Szkoda że na następne Święto Ceramiki trzeba będzie czekać kolejny rok....